Trzeba się czasem odwazonić

Jeździmy w te i we wte, w tył i nazad. Przewozimy siebie i klamoty z punktu A do punktu B. Z punktu B do punktu C i tak do końca alfabetu.

Jesteśmy wpakowani dosłownie i całkiem w przenośni w wir ludzkich dylematów, problemów, wyzwań i radości.

_DSC6652Nomadek, pełniąc koniec końców rolę nomadycznego woła, nosi z iście stoickim spokojem tobołki z punktu A1 do punktu A2 i potem A3, a ja wyglądając spoza niego obładowanego torbą z jedzeniem, torbą z pieluchami, torbą z brudnymi pieluchami i dwoma laptopami i plecakiem z aparatem, odpowiadam na przerażone i zdawkowe spojrzenia uspokojeniem, że my tylko na jeden dzień.

Wciskamy się w jakiś kąt, niekiedy pokój i już żyjemy razem, gotujemy sobie, rozmawiamy, oglądamy filmy, naprawiamy różne sprzęty i emocje, mamy ulubione kubki i rytuały w każdym z tych miejsc.

Nomadeczka poznaje nowe słowa, a nawet całe ich sekwencje, np. wazon pełen pięknych kwiatów.

Pożera beton z lekko rozwarstwionej podłogi. Zagląda do kominka. Oddaje się wirowaniu pralki.

Widać i u niej pewne zalążki rytuałów codzienności.

Można by to pewnie porównać do oglądania serialu, ale takiego lepszego, bo w 7D ze wszystkimi możliwymi doznaniami.

W poniedziałki w Poznaniu rodzina wesołego trio, we wtorki pan i kot w zabytkowej willi nieopodal Warszawy, w środy fukający Mirek i spółka, w czwartki widujemy robotnicze życie pensjonatu a w piątki zdarzają się incydenty, skakanie po kanałach.

Czasem wskoczy ktoś, kto mówi, że wow, ale my mamy życie, czasem ktoś, kto gotów jest się z nami pobić w walce o własne poglądy. Takie życie w realu generuje momentami niezły czad. Przesyłki nie dochodzą tam gdzie miały, bo się adresy firmom wysyłkowym od tych naszych przemieszczeń pomieszały. Rowery się walą na głowy. Sąsiedzi zalewają mieszkania. Psy się gubią. Ludzie też.

_DSC6657

Śniło mi się, że ktoś zapytał mnie jak to jest móc robić to, co się chce.

A ja nie rozumiałam o co mu chodzi, bo myślałam, że każdy tak ma.

Bo inaczej – po co żyć?

Jest Ci źle, to sprowadź sobie na tydzień kozę i pomieszkaj z nią. Po tygodniu, kiedy wrócisz do punktu wyjścia, odetchniesz z ulgą i się zdziwisz, że tyle masz miejsca i czasu. Tego nigdy nie brakuje. Nie mieszkałam z kozą, ale z ludźmi na małej przestrzeni, z ich wybujałymi ego i włosami. Z dużą dozą humoru i sceptycyzmu. Żaden ze mnie mędrzec, po prostu obserwator.

No i teksty, z jednej strony, że „no bo ty przecież nie wiesz, bo żyjesz w samochodzie”, a z drugiej, że „tobie łatwiej, bo żyjesz w samochodzie”.

Także ten, wiem i nie wiem, zależy jak leży, od kontekstu i wygody rozmówcy.

Więc z tą moją niewiedzą powiem, że w samochodzie można się pokłócić o źle rozwieszone pieluchy i w samochodzie można nieźle sobie życie poukładać.

I jeszcze mi się śniło, że ktoś się spytał od czego zacząć.

Odpowiedziałam, że od siebie. I od uśmiechu. Reszta jakoś pójdzie.

Jesteśmy w górach. Opony zamieniliśmy na nogi i wędrujemy po bardziej lub mniej stromych ścieżkach.

_DSC6663

Nomatki też mają swoje obawy i lęki. Ale o nich mówią i one się roztapiają jak ten śnieg pod nogami.

Idę po śniegu, nucę sobie i patrzę na ślady i myślę, że po śladach nas rozpoznają, więc fajnie fajne ślady zostawiać. Patrzę w górę i wiruję razem z płatkami. Bo jak zaczynasz tańczyć, to budzisz w sobie ich lekkość.

A w tle Miłka goni czwartą sarnę. Wiem to, bo w błogiej ciszy słychać najpierw szmer subtelnych susów łani, a pół minuty dalej zziajaną skamlącą mordkę mozolnie gramolącą się pod górę.

Wszędzie są możliwości. Można z nich skorzystać.

Ja idę. Jak chcecie to chodźcie też.

The seasons always change and life will find a way.

Podpisano: Nomatka

PS Wyrywa mnie telefon od prababci Nomadeczki.

  • Nomatka? Słuchaj, ja już drugą dobę trzymam te różowe kozaczki w wybielaczu i cholera jasna nie chcą się wybielić. To może jednak je weźmiesz…?

To może jednak je wezmę. Bo tu zimno. I śnieg. I wiatr. I można nas odwiedzać. 🙂

_DSC6664

 

 

 

 

  • Aleksandra Ćmachowska

    Kurczę wciągnęłam się w Twoje opisy :). Klimatyczne fotografie, klimatyczne miejsce! Las i śnieg, do tego góry i mogę nie opuszczać kąta aż do śmierci! Żeby tak jeszcze pisać tak po prostu i wyżyć z tego :). Generalnie nie wiem czy wiesz, ale super się Ciebie czyta, jak fajną klimatyczną powieść, pozdrawiam, Mamatywna :).

    • Bardzo się cieszę, że tak to odbierasz, dziękuję za ciepłe słowa 🙂 Wygląda na to, że na siebie „wpadłyśmy”, bo ja się wciągnęłam w Twoją historię i w ogóle serdecznie zapraszamy w góry, są tu bezpieczne ścieżki, zimujemy, potem dalej ruszamy nomadycznie, więc trzeba się szybko decydować 😉 a i nas może zawieje w Wasze okolice, można byłoby wtedy razem podziałać! Pozdrawiam 🙂

      • Aleksandra Ćmachowska

        Jasne, że tak :). Jak tylko będziecie w pobliżu Katowic, dajesz znać i już! Dziękuję za zaproszenie 🙂 będę o nim pamiętać! Miło byłoby się tak oderwać i po prostu ruszyć w góry. Pozdrawiam!

        • Ale fajnie! Będziemy się odzywać. 🙂

  • Niby pisane bardzo ogólnikowo ale domyśleć się i zrozumieć można wiele rzeczy 🙂

    • cieszę się, że da się rozszyfrować 😉

  • Leszek Garstka

    W tych całych podróżach, przystanąć, odpocząć też czasem miło, szczególnie w górach 🙂

  • Grunt, to żyć po swojemu 🙂

    • to jest bardzo dobry grunt 🙂

  • Świetnie napisane, dobrze jest czasem zatrzymać się i docenić to co się mam obok, nawet jeżeli na co dzień ciągle nas gna we wszystkie strony.

    • i tego nam wszystkim! 🙂