The Spirit of Christmas Past – święta, święta i potem co?

Jest ciemność.

Czas zanurzenia się w sobie, w mroku, w otchłani doświadczeń i emocji.

Czas przyjrzenia się z bliska, co noszę w sobie i czym chcę się dzielić ze światem. W którą stronę rozkwitać w nowym cyklu natury. Jaką glebę wybrać. Skąd czerpać życiodajną wodę.

Czas oczekiwania, przygotowywania się na coś nowego, coś nieokreślonego, co dopiero zacznie się określać.

Kiedy grudniowym czasem padał śnieg, ciemność wypełniała dodatkowo wyjątkowa cisza.

Mróz wdychany nosem skrzypiał pod nogami i częstował rozgwieżdżonym przejrzystym niebem.

 

Uwielbiałam grudzień. Niezależnie od świąt. Uwielbiałam święta niezależnie od grudnia.

 

Był to dla mnie czas wyczekiwany, lubiłam to czekanie.

Lubiłam moment >>przed<<, wysycałam się nim i miałam wrażenie, że chciałabym, by trwał w nieskończoność.

Bardzo nie lubiłam za to chwili >>po<<, takiego poczucia, że zaraz wróci rzeczywistość.

A z nią wszystko dokładnie tak jak przez cały rok, z większymi i mniejszymi wydarzeniami, a żadne z nich nie będzie takie szczególne, takie magiczne.

Kiedy poświęcamy czemuś odrobinę więcej uwagi często zaczyna obrastać przekonaniami i oczekiwaniami niczym choinka świątecznymi ozdobami. I ta bombka tego jak ma być staje się coraz większa i miesza się z zakorzenionym w nas głęboko odczuciem, które podszeptuje, że tak, chcemy tego wszystkiego, że to dla nas ważne, że wyjątkowe, że nadjedzie św. Mikołaj w czerwieni od Coca Coli, że znikną nasze kłótnie, problemy globalne zamrożą się podobnie jak nasze zobowiązania i zaległości, że odpoczniemy, ochłoniemy, połączymy się ze sobą i dopiero dzwony pierwszego stycznia wwiercające się w skacowaną głowę przypomną, że wybiła północ, a kareta, którą się przemieszczaliśmy, znów jest dynią, i że czas na coming back to reality.

 

Odkąd w moim życiu pojawiła się Nomadeczka, baczniej przyglądam się temu skąd płyną we mnie różne historie, przywiązania, emocje.

Niektóre są niezmiernie silne, przywołujące wiele wspomnień.

Konfrontuję się z nimi z pytaniem jakie sytuacje chcę kreować teraz, by kiedyś być może stały się wspomnieniami Nomadeczki.

Co roku pojawiają się nowe refleksje.

W tym roku pojawiła się jedna – wyczekiwanie wiąże się z patrzeniem w przyszłość. A przyszłość nie istnieje. Skupiając się na niej albo dodaję wartości teraźniejszości albo odejmuję jej wartość, tak jak to miało miejsce przed i po okresie świątecznym.

Ta refleksja doprowadziła mnie z kolei do jednego marzenia, by w mojej rzeczywistości każdy dzień był jednakowo „wyczekany”, „magiczny”, „niepowtarzalny”. Bym słowa, które ostatnio usłyszałam od pięcioletniej dziewczynki, że „zaraz będzie ten jeden, jedyny dzień, w którym wszystko jest dobrze, nikt się nie kłóci i dzieją się piękne rzeczy” mogła wypowiadać każdego dnia. By każdy dzień wypełniła ta przyjemna nuta doświadczenia tego, co jest teraz.

Bym obdarowywała osoby, które są mi bliskie, nie tylko w konkretnym okresie, niekiedy wymyślając coś na poczekaniu, ale bym robiła to ilekroć najdzie mnie na to ochota i robiła to w sposób, jaki sobie tylko wymarzę.

Życzę Wam byście czerpali z każdego dnia w roku i w każdym odkrywali coś, co Was zachwyci, byście nie czekali na specjalne okazje, kiedy chcecie nawiązać z kimś kontakt, bo nie wiadomo czy one nadejdą, żebyście mieli odwagę działać w zgodzie ze sobą i dzielić się z innymi tym, co w Was najpiękniejsze na nieskończoną ilość sposobów, jeżeli tylko będziecie tego wszystkiego chcieli. By słowa innej piosenki „tyle codziennie nas dzieli, więcej niż wszyscy by chcieli” pozostały jedynie słowami piosenki, a w rzeczywistości były impulsem do poszukania narzędzi, by zbudować głęboką, autentyczną relację z tymi, którzy są dla nas najbliżsi nie tylko od święta.

podpisano: nomatka

PS Słucham tego i widzę nastolatkę, która patrzy roziskrzonymi oczami w roziskrzone niebo i tarza się po roziskrzonym śniegu. Tęsknię za nią i wracam do niej powoli każdego dnia.