Nomadką jestem od urodzenia. Nomatką od pół roku, ale czas nie gra tutaj roli.

Kilka pytań, kilka odpowiedzi, czyli zwykłe rozmowy o zwykłym życiu.

To zdjęcie?

To było w przeddzień wyjazdu do Berlina, kończył się właśnie Transatlantyk w Poznaniu, zawędrowaliśmy ze znajomymi na Plac Wolności, a był to któryś z kolei przystanek w tej nocnej eskapadzie.

1519184_762432290460971_3100800474077099651_o
fot. P. Plich

Tę kurtkę mam po babci, jest dwustronna, z jednej strony jest właśnie taka, a z drugiej czarna. Tego wieczoru widziałam się z Nomadkiem parokrotnie, jedno z naszych przypadkowych spotkań, których trochę było zanim ostatecznie na siebie wpadliśmy. ; ) Powiedział wtedy, że ta strona wydaje mu się fajniejsza, bardziej dzika, i że bardziej mu się podoba. Na Placu Wolności imprezował na bankiecie kończącym Transatlantyk, a my siedzieliśmy pod budynkiem, na placu, na ławce. Czułam się zupełnie nieskrępowana i szczęśliwa, paliłam fajki, skręcane, tylko smakowy tytoń, najbardziej lubiłam sam proces skręcania.

Teraz nie palę, nie byłam chociażby lekko wstawiona od ponad roku i o dziwo wciąż czuję się bardzo szczęśliwa, a w kurtce nadal chodzę. ; )

Dlaczego Nomatka nie pytam, ale czy ta nazwa od razu wpadła Wam do głowy, czy jak to było?

Pamiętam, że trochę czasu nam zajęło szukanie nazwy, bo wiadomo, nazwa jest kluczowa, żeby była krótka, żeby była chwytliwa, żeby była nasza. Pamiętam nasze rozmyślania w samochodzie (bo gdzież by indziej ;)) było dziecko bębniarza, były wariacje na temat weganizmu i bobasa, był też organiczny berbeć. A później wizyta u znajomego w Legionowie, zagrał swoje kawałki, jeden z nich o nomadach, próbowaliśmy coś dograć na bębnie i melodyce, tak mnie to wkręciło, że nuciłam wciąż pod nosem. I pamiętam ten moment – siedzę w pokoju na dywanie, patrzę w okno i doznałam olśnienia, Nomatka, no przecież, ale przez T. I tak już zostało.

Mówią, że ciąża to taki magiczny czas, a Ty mówisz?

Zdecydowanie magiczny. Do teraz jak sobie przypominam ten okres, nie mogę się nadziwić, że tak to się rozgrywa, że ciało kobiety staje się przestrzenią dla innej istoty, i na ten czas nosi w sobie nie tylko stany swoje, ale też te nowe. To jest kosmos. Kosmos w kosmosie ściślej rzecz biorąc. ; )

Co Cię porywało, a co irytowało?

Porywało – obserwowanie siebie, swoich odczuć, przeżywanie tego razem w związku. Uważam, że mężczyźni zasługują na swoją „sesję zdjęciową” w trakcie ciąży ich kobiet, to doświadczenie niesamowicie ich zmienia, a wydaje mi się, że trochę się to pomija. Może zrobię taki fotograficzny projekt w przyszłości. Irytowało i irytuje do dziś powierzchowne patrzenie ludzi i jakaś ukryta chęć, żeby coś było nie tak. Co rusz ktoś mi mówił, jak będzie mi ciężko i tak zostało do dziś. Nomadeczka jest 6 miesięcy po tej stronie brzucha i nadal nie wiemy o co chodzi z tym, że będzie ciężko.

Z obserwacji widzę, że unikacie takich nazwijmy to mainstreamowych rozwiązań, a sesja ciążowa była?

Od początku wiedzieliśmy, że nie chcemy takich klasycznych zdjęć ‚z brzuchem’, ale jakieś momenty chcieliśmy uwiecznić na swój sposób. Nomadeczka wzięła to sobie do serca, bo do dnia porodu byłam w stanie ukryć, że jestem w ciąży. Znajomi śmiali się, że to prawdziwe nomadyczne dziecko. Pojechaliśmy robić zdjęcia do domu znajomego, który mieszka w zabytkowej willi – jak się okazało chwilę później, był to dzień porodu – bez przygotowań, bez oświetlenia, za to z bębnem, grałam na bębnie, aż w końcu wody mi odeszły, wiec z sesji jechaliśmy prosto do szpitala, popędzani przez znajomego, który bał się, że urodzę u niego w domu.

A wiec poród w szpitalu?

Niestety tak, i niestety nie naturalnie. Robiliśmy wszystko, żeby było inaczej, ale nie dało się, mimo że szpital pretenduje do jednego z lepszych w Polsce, byliśmy bardzo rozczarowani tym, jak nas potraktowano w tak ważnej chwili naszego życia. W przyszłości, jeśli pojawi się kolejne Nomadziątko, wiemy, że zrobimy wszystko, żeby rodzić w domu, w atmosferze radości i przy dźwiękach bębnów, otoczeni bliskimi ludźmi.

IMG_20160712_165335
Pół roku minęło, co Was zaskoczyło? Co uszczęśliwiło? Coś może zmartwiło?

Zaskakuje nas każdy dzień, bo Nomadeczka zmienia się, jak zresztą każdy, tylko u tych najmniejszych te zmiany są najbardziej przełomowe. Uszczęśliwia nas jej uśmiech, a odkąd odkryła jak to się robi, w zasadzie nic innego nie robi. Jedyne co nas czasem martwi, to że w niektórych ludziach skorupa, w której się zamknęli, jest tak twarda, że nie ma do nich dostępu. Ale ta skorupa jest nie od dziś, dzięki Nomadeczce łatwiej ją dostrzec, czasem można coś zdziałać, czasem trzeba po prostu iść dalej i robić swoje, bo przecież zmiany w świecie można dokonać jedynie zmieniając siebie.

Czujecie się wyjątkowi? Bo część osób tak chyba Was postrzega.

Każdy jest wyjątkowy. My nie zastanawiamy się nad tym, czy coś, co robimy jest szczególne, bo są to rzeczy, które są w zgodzie z nami i naszymi przekonaniami, to że społecznie mogą okazać się czymś wyjątkowym to już inna kwestia. IMG_20160626_193822Ja mam wrażenie, że to wszystko jest bardzo naturalne i tego bym chciała, żyć w zgodzie z naturą. I nagle okazuje się, że jak się chce to wszystko można i używać pieluch wielorazowych w drodze i podróżować bez łóżeczka czy wózka, a z przedmiotów codziennego użytku zrobić zabawki. Tam gdzie ludzie wyliczają problemy, z którymi możemy się zetknąć, my znajdujemy rozwiązania.

Jaki jest Wasz nomadyzm?

Piękny i specyficzny, bo jeszcze trochę pracy przed nami, żeby bagaż zminimalizować do jednego plecaka, ale wciąż jakoś to nasze przemieszczanie staramy się udoskonalać. Chociaż za każdym razem, to już chyba taki nasz rytuał, nawet jak nocujemy u kogoś jedną noc, Nomadek załamuje ręce nad liczbą tobołków, które trzeba wynieść, a ja mu tłumaczę, że bardziej skompresować już się nie da, bo przecież laptop – jeden, drugi, plecak z aparatem, worek z czystymi pieluchami, z brudnymi, i tak się zbiera sterta. Na początku to generowało trochę nerwów, teraz się z tego śmiejemy. I tak, to, co mieścimy w samochodzie, to naprawdę niewielkie materialne obciążenie w porównaniu z tym, co ludzie gromadzą latami. Im mniej tych gratów, tym większa lekkość myślenia – przekonaliśmy się o tym eliminując nasz dobytek.

IMG_20160828_195825

Pojawia się taki moment, że macie dość?

Nasze podróżowanie to wybór. To, że nie mamy aktualnie stałego punktu odniesienia to też wybór. I czasem pojawia się tęsknota za czymś naszym, czymś, co będzie urządzone według naszej koncepcji i gdzie będzie można poczytać książkę i napić się kawy z ulubionego kubka, ale wiemy, że ten moment też nadejdzie, więc cieszymy się „tu i teraz”, a póki co, podpatrujemy rozwiązania mieszkaniowe w tych wszystkich miejscach, które odwiedzamy i co fajniejsze inspiracje gromadzimy na przyszłość.

Kim była Nomatka zanim stała się matką?

W czasie kiedy zrobiłam pierwszy performance w życiu, wpadłam też na pseudonim artystyczny, którym zaczęłam się podpisywać pod swoimi pracami. I tak przyjęło się to nie tylko w świecie sztuki, ale też wśród znajomych – Maja Okamgnienie. Uwielbiam język i zabawy słowem, w okamgnieniu – fascynuje mnie to sformułowanie tak jak zafascynował mnie Lem, splotło się to z moją filozofią tu i teraz i tak zostało.

Czy Nomatka chciałaby na koniec podzielić się jakimś swoim przemyśleniem, radą na szczęśliwe życie?

Nie oceniać. To wydaje mi się kluczowe. Każdy ma swoją drogę do szczęścia, jeśli nią podąża, to jest piękne, jeśli się zgubił – obserwując innych, może to zmienić. Ocenianie wartościuje i paradoksalnie oddala nas od własnego szczęścia, które według mnie nie może równać się z niczym innym, jest samo w sobie. Jeśli ma się czas na wypicie kawy, posłuchanie szumu drzew, moment fascynacji i zabawę z własnym dzieckiem, nic więcej nie trIMG_20160826_225903zeba.

 

Zdanie sobie sprawy, że nie musimy być najlepsi to potężny oddech wolności, który kieruje nas ku nieopisanej radości ze zwykłego życia.

 

Podpisano: Nomatka

 

 

  • Bardzo ciekawy wywiad i takaż filozofia życiowa. Scenę odejścia wód widzę jako żywo 🙂

    • 🙂 Nam chyba też zostanie przed oczami jak żywo do końca życia 😉