I nikt i nic nie jest w stanie tego zmienić.

Wyjeżdżam dziś, wśród piorunów, grzmotów i wichur. 

Taksówka jedzie po mokrym bruku, rozchlapując kałuże na szybach, policzek zimny od szkła, oczy mokre od łez. Feria barw. Szampana wypiłam sama. Nie przyszedł. Bo nie miał.

W odbiciu lustra schowałam swoją twarz. Sztuczne rzęsy, lakier i brylanty. 

Po marmurze, potem kołysanie w rytmie. Zostawiłam na stole list, bez adresata.

Zamówiłam tę taksówkę i ona mnie wiezie, jeszcze nie wiem, gdzie. 

A w liście napisałam te wszystkie lata, których nie widziałam, i tym samym zmieniłam odległość nie do przebycia. Gdy znów się spotkamy, w tym samym miejscu, o tej samej porze, deszcz będzie padał, a ja będę w moim uśmiechu i perfumach, czekając otworzę butelkę, pochylona nad wszystkim usłyszę kroki pełne zrozumienia, bo trzeba tak powoli odległość odmierzać, żeby jej potem nie starczyło.

Już wiem, pojadę dopóki dopóty deszcz mży. Rozpłaczę się i odkleję te przydługie rzęsy. I zrobiłam Ci awanturę, której nigdy nie usłyszysz. I wysłałam list, bo jeśli nie wyślę, nasze spojrzenia nigdy się nie odnajdą. Bo przecież już się odnalazły.

//

Czego mogę słuchać pasjami?

Historii ludzkich.

Miłosnych historii.

Takie są przejmujące. Tyle kryje się międy słowami, w nabieranym powietrzu. Tyle niewypowiedzianych słów, tyle wizji, które docierają dopiero podczas artykułowania.

Uwielbiam widzieć jak dawno nieprzywoływane wspomnienia na nowo rozświetlają oczy, przyspieszają bicie serca.

 

To jest taki moment, w którym czuć życie, czuć odżycie. Zupełnie jak po burzy. A burza z miłością splata się dość ciasno.

fot. PPlich

Kiedyś oddawałam się analizowaniu tekstów piosenek, i wreszcie przy którejś zrozumiałam, że jak bardzo by nie było zawoalowanych przekazów, wszędzie kryje się ta miłość.

Nie ta taka pożądana w świecie, tylko ta taka autentyczna. Która pcha do rzeczy niemożliwych, która porywa i przekracza wszystko.

Może być taka ponad, w bezczasie. Może być jej dużo. Rozponasz ją słysząc drżący głos.

Wnikam, dociekam, dopowiadam, dopytuję.

Podsłuchuję. Jak pani w drodze do miasta G opowiada drugiej pani poznanej w trasie o całym życiu, o trójce dzieci, o problemach z pieniędzmi, o infrastrukturze, o walizkach, o podróży za granicę i wreszcie napomyka, że w tym mieście na G był taki pan na M, i że ona zawsze go sobie przypomina, bo to taka niespełniona i że to tak fajnie, miło sobie przypomnieć. A jej pomarszczona, trochę męska twarz, staje się na chwilę piękna, młoda, rozmarzona. A ja już z nią odkrywam zakopane wspomnienia.

Jestem performerką.

Kiedy robię performance, przychodzą ludzie i opowiadają. Oni wszyscy mi opowiadają o miłości, onieśmieleni sami sobą.

Na powierzchni wszystko i nic a w głębi przemożne pragnienie swobodnego wyrażenia.

//

Zaglądam w przeszłość, patrzę na siebie i na innych i stwierdzam, że tacy jesteśmy w tych uczuciach pewni i tacy ostateczni, i tacy szczerzy i to jest piękne.

 

„I nikt i nic nie jest w stanie tego zmienić.”

I nie ważne ile razy już w życiu to padło. Ważne, że za każdym razem było prawdziwe do szpiku, do trzewi.

Możemy się nie ocenić, tylko przytulić.

Do zobaczenia!

Podpisano: Nomatka