„Nie wolno Tobie”?

Zastanawiam się, co bym odpowiedziała, gdyby ktoś zapytał mnie kiedyś co oznacza dla mnie sformułowanie „nie wolno Tobie”.

Puszczam wodze wyobraźni i we mgle wspomnień odgrzebuję plastikową łopatką załączoną w zestawie z foremkami i grabkami mokry piasek, z którego na pewno zrobiłam niejedną babkę.

I nie mogę tych słów potraktować z dystansem, bo stały się integralną częścią mnie, kiedyś tam dawno. Zaopatrzona w pole do obserwacji i eksploracji Nomadeczki odkrywam niekończące się pokłady niewolnotobie, które w podwalinach stały się PO PROSTU integralną częścią mnie, tak integralną, że nierozerwalną, mam je w nosie, w mózgu, w stopach i skrzywieniach kręgosłupa.

Zamykam oczy i wyobrażam sobie jak chodzę bosymi stópkami po rozpalonych słońcem kamieniach, w których na pewno czai się ostrość i mogłaby się pojawić też moja ostrożność, gdybym mogła ją odkryć stąpając boso, ale niewolnotobie wypełnia tę lukę.

Czuję pod palcami rozgrzane powietrze, wyobrażam sobie jak zaglądam do piekarnika czujnie zachowując dystans. Wyobrażam sobie jak ta myśl zastępuje wspomnienie poparzonej przez żelazko ręki, kiedy niewolnomibyło podejść i dotknąć.

Wyobrażam sobie jak z rozkoszą rozmazuję jedzenie wszędzie, po całej buzi, po policzkach, na których są jeszcze kubki smakowe. Wyobrażam sobie, że czuję jedzenie pod palcami, jego kształt, niezmienioną konsystencję. Wyobrażam sobie jak zjadam orzecha włoskiego. Przeżuwam dwoma ząbkami na krzyż i sprawia mi to dziką radość.

Wyobrażam sobie, że nigdy nie miałam problemów z jedzeniem, bo nikt nigdy nie karmił mnie według standardów światowych, tylko moich własnych, moich i mojego apetytu.

Wyobrażam sobie jak zlizuję z podłogi bakterie, tony bakterii, które wnikają we mnie, w moje komórki tak bardzo i „robią dobrą robotę” hartując moje wątłe ciałko tak, bym już nigdy nie musiała widzieć na oczy antybiotyku.

Wyobrażam sobie jak raczkuję i tworzę neuronalne połączenia między półkulami, które kiedyś będą mnie definiować w każdej sytuacji życiowej.

Wyobraźnia moja sięgnęła tak daleko, bo zobaczyłam, doświadczyłam, odczułam ten wszechogarniający zachwyt życiem i jego strukturą, zapachem, ferią barw i kształtów. Zobaczyłam jak można się wyrżnąć sto razy i mimo to nadal biec.

Że można BIEC. Cholera, strefa niewolnotobie dopuszcza spokojny drept, w odległości długości ręki rodzica!

Nie wolno Tobie dotykać. Nie wolno.

Nie wolno Tobie się wspinać. Nie wolno.

Nie wolno Tobie przełazić. Nie wolno.

Nie wolno Tobie się uwalić. Nie wolno.

Nie wolno Tobie się zmieszać (z błotem). Nie wolno.

Nie wolno Tobie płakać, bo na pewno udajesz. Nie wolno.

Nie wolno Tobie zrozumieć, bo to zbyt skomplikowane. Nie wolno.

A Ty nie wolno, które jesteś nade mną, wskaż mi drogę, bo mózgu już nie mam.

Zostawiłam go gdzieś tam, jak nie rozumiałam dlaczego.

Zostawiłam go gdzieś tam, bo średnio mi się wtedy przydawał.

Ale teraz ile bym dała, żeby wrócił.

Żebym mogła to nadrobić i dodać do każdego wolno – ść

Mogłabym tak mówić śćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćśćść ile byłoby trzeba, jeśli to miałoby coś zmienić.

 

/i co ja mam mówić, kiedy niewolnotobie już nie wybrzmiewa głośno, ale skrywa się w podszeptach i myślach oceniających wszystko jak leci od góry do dołu

bo jak jestem szczęśliwa, to mi nie wolno, bo inni może nie są, a w życiu musi być jakaś sprawiedliwość

bo jak próbuję, to mi nie wolno, bo innym się nie chce, to co próbować? no będę.

nie wolność Tobie tylko moja wygoda

nie wolność Tobie tylko mój strach

nie wolność Tobie tylko moje upodobanie

Kiedyś się urodziłam i chorowałam, ale nie wolno mi było umrzeć, więc żyję.

I czemu do cholery dopiero niedawno usłyszałam, że WE MIGHT BE DEAD BY TOMORROW!

I czemu dopiero wtedy zrozumiałam, że wolno być szczęśliwym i kochać mocno i głośno i teraz, bo jutro może nie nadejść i czasem nie nadchodzi. Chociaż nikt mu takiego przyzwolenia nie dał.

Podpisano: Nomatka