Nie mam czasu na niemiłość

Właśnie rozpoczął się tydzień i jednocześnie kończy rok.

Skończył się dzień, bo zaczęła się noc.

A ja jestem gdzieś pomiędzy.

Moje myśli krążą wokół tego stworzonego na potrzeby ludzkie końca i początku.

Zastanawiam się ile rzeczy wydarza się właśnie dlatego. Dlatego, że to „szansa” na coś nowego.

„Powiem jej wreszcie, że ją kocham, jeśli mnie odrzuci, na początku roku zacznę wszystko od nowa”.

„Przestaję jeść słodycze z początkiem roku, dlatego teraz mogę nawpieprzać się ile wlezie”.

„W tym nowym roku zmienię myślenie”.

„W tym nowym roku zmienię siebie”.

Dżizz, gdyby same takie przełomy się działy co roku, nie potrafię sobie wyobrazić jaki świat byłby piękny i piękny.

A w sumie moglibyśmy świętować każdy nowy miesiąc, albo tydzień. No dzień to już trochę przesada.

A co gdyby zamiast tego co pięć lat świętować pięciolecia? Czy wtedy linia kreśląca nasze mocne postanowienia i ich mizerną realizację byłaby inna? Rozkładałaby się na dłużej?

Bardzo mnie fascynuje całe to liczenie i co ono wyprawia na świecie. Ile radości i smutku ze sobą niesie. Dla tych co tkwią w silnym przekonaniu, że teraz zmienią życie o 180 stopni i dla tych, co lamentują, że kolejny rok oznacza nadchodzącą wielkimi krokami śmierć.

Trudno się nie ustosunkować. Nawet w domu będąc.

Bo w nocy i tak usłyszysz, że coś się dzieje. A rano zobaczysz pokłosie tego dziania.

„Nie wyglądasz na swój wiek”.

Zdziwiłabym się gdybym wyglądała. Bo to nie jest mój wiek. To jest wiek odgórnie ustalony, ja się z nim nie utożsamiam, ja się starzeję po swojemu.

Oduzależniam się od czasu.

„Ty dziecko masz jeszcze czas”.

Droga ciociu/babciu/mamo/tato/dziadku/inna istoto ludzka,

i mam i nie mam. Bo szczerze mówiąc nie chcę mieć. Nie chcę mieć czasu, bo jeśli go posiądę, stanę się bardzo nieszczęśliwa.

Niech on sobie gdzieś tam wypełnia przestrzeń, może równolegle, może inaczej, ja też ją wypełniam i nikt nikogo nie musi zawłaszczać.

Nie mam czasu na niemiłość.

I na miłość też nie mam.

Po prostu jestem w miłości.

I tego Wam życzę (bynajmniej nie z okazji jakiegoś końca, ani tym bardziej początku).

Podpisano: Nomatka