Lubię milczeć.

Mając lat 12 w swoim jednym-z-wielu notesie zapisałam: Szukam kogoś, z kim milczenie nie będzie zwykłą niezręcznością.

fot. Sigrún Guðmundsdóttir

Ile takich osób już znalazłam! Porozrzucanych po globie. Spotkanych w tirze, na lotnisku, na żaglowcu, na imprezie, w jakimś dziwnym artystycznym projekcie, w jakichś krzakach, w jakichś namiotach. Tak jakby na mnie czekali, że w końcu przyjadę, i że będą mogli sobie ze mną pomilczeć. Jakby czekali, nie wiedząc dokładnie na co i ile. No i przyjeżdżałam, albo oni mnie zabierali, bo machałam, że chcę gdzieś dojechać. Niektórzy odmachiwali, że sorry, ale nie mają miejsca, albo z pobłażliwym uśmiechem, że to nie dla nich, albo robili zdjęcia.

A jak milczałam siedząc na ulicy o 5 rano, to nawet mnie wzięli za wytwór swojej pijackiej fantazji, może gdybym nie siedziała na dywaniku, to by jakoś bardziej we mnie uwierzyli.

Na tej samej ulicy przytuliłam po raz pierwszy człowieka, który potem powiedział, że cokolwiek się stanie, nunca dejaremos de abrazar.

Jak to często z obietnicami bywa przestaliśmy się przytulać, ale zdanie utkwiło mi w pamięci. Tkwi po dziś dzień. I myślę sobie o tym, że trzeba się przytulać, robić tzw. misia, czy jak kto woli, bo bez tego można oszaleć, a przynajmniej ja mogę.

I jak połączyć to, że można się czasem przytulić, czasem pomilczeć i do tego jeszcze nie ryć głową w tunelach przeszłości, tylko zajrzeć do kubka, czy nie trzeba dorobić jeszcze gorącej herbaty, to całkiem niezły obraz tworzy mi się przed oczami.

Nie jest to raczej pijacka fantazja, bo wyszło tak, że trzeźwa jestem od dłuższego czasu.

Jest to obrazek, który przytrafia się niekiedy.

Może przytrafić się każdemu, przytrafia się niektórym.

Każda okazja jest dobra, żeby życzyć takich obrazków na co dzień, więc życzę, i odpowiednich narzędzi do swobodnego wyrażania się i elfów pochowanych tu i tam i jeszcze natury, ona  nie ma takich podziałów od linijki, ona przenika i zmienia stany w sposób ciągły.

fot. Szymon Maślak

Takiego właśnie płynnego przenikania! Odnajdywania kosmicznych, subtelnych połączeń, które dekorują codzienność jak szron i jak szron mogą szybko rozpłynąć się niezauważone w odpowiednim momencie.

Więc vi le momą presą. Żeby nie być tu i teraz zawsze tylko po polsku, ale tak w ogóle.

Do widzenia, do jutra.

fot. Leszek Garstka

Podpisano: Nomatka

 

PS Jeśli milczysz w tirze prowadzonym przez dwóch Rumunów, którzy w sumie tłumaczyli Ci, dokąd jedziecie, ale w sumie nie do końca zrozumiałeś, a za oknami trzaskają pioruny i szaleje wichura, a przed szybą rozpościerają się czarne jak atrament ciemności, wtedy nawet milczenie może być grozą.

  • Już w wieku 12 lat wiedziałaś, o co chodzi w życiu!

    • tak mi się przynajmniej wydawało i wydaje po dziś dzień 😉

  • U mnie trudno o milczenie, bo należę do gatunku nieuleczalnych gaduł.

    • jeśli Ci z tym dobrze, nie ma co uleczać, grunt to czerpać przyjemność czy z milczenia, czy z mówienia 🙂

  • Elwira Zbadyńska

    Fajne przemyślenia i pięknie wyciągnięte lekcje. Pozdrawiam 😉

    • dzięki! również pozdrawiam 🙂