Krótka historia jednego telefonu.

Nomatka - Italia

Kiedy życie gra Ci na nosie.
Dopada nagle bardzo zła wibracja.
Ciągnie w dół.

Dzwonisz do kogoś, bo w sumie dawno nie rozmawiałeś.
Osoba kiedyś nawet bliska, myślisz, że nadal. Bo nic nie wskazuje, że jest inaczej.
Dzwonisz, bo masz nadzieję, że się oderwiesz na chwilę, odbijesz?
Że przy okazji odświeżysz kontakt, że porozmawiacie jak dawniej?

I zaczynasz rozmawiać, czujesz chwilową ulgę, lekki zastrzyk pozytywnej energii.
I nagle w słuchawce słyszysz krytykę odnośnie tego, co robisz.
Nie, nie konstruktywną, tylko taką prześmiewczą.
Taką, która nic nie rozumie.
Taką, która naigrawa się, bez powodu.
Żeby poczuć się lepiej?
Bo nie potrafi inaczej.
Bo sobie nie radzi.
Bo zazdrości.
Bo chuj wie co.

Szybko chcesz już skończyć.
Lecisz dalej w dół.
„Co u mnie? W sumie to nic.”
Zdawkowymi zdaniami doprowadzasz do rozłączenia.

Opuszczasz rękę z telefonem i nie wiesz, co masz zrobić.
Zastanawiasz się, czy to przed chwilą miało miejsce naprawdę.

Potem zastanawiasz się czy przypadkiem dramatyzujesz czy co?
I uzmysławiasz sobie nagle, że ta osoba nie wie, co przeżywałeś, nie była z Tobą w tych najtrudniejszych momentach.
W tych, w których myślałeś, że umrzesz albo że świat umrze z Tobą.

W tych, w których chciałeś nie istnieć, a istniałeś podwójnie.

Wypowiada słowa bezmyślnie, nie mając pojęcia, że mogą boleć.
I w sumie nie chcesz już dzwonić do tej osoby.

Nie chcesz już nawet się z nią spotykać, mimo że się wstępnie umówiłeś.
Czujesz nagle, że to Ci niepotrzebne.

Że takie osoby nie są potrzebne.

I że nie ma w tym nic złego.
I że się uśmiechasz.

I że są przecież osoby, które wtedy z Tobą były, i które wiedzą, i które będą, i będą wiedzieć.

I będą z Tobą niezależnie.

I nikt inny poza nimi i Tobą nie musi o tym wiedzieć.

I tak jest dobrze.
Więc odpal sobie kawałek, który przypomni Ci chwile i osoby, z którymi chcesz je przeżywać.

Dla takich chwil i takich osób, warto.

Dla innych po prostu nie.

Podpisano: Nomatka