kim jest Nomadek?

Czytałam wiele tekstów pisanych z dedykacją dla.
Tekstów o.
I nie jest moim celem stworzenie kolejnego.
Choć może pozornie wydawać się, że tak.

_DSC5584

Po prostu obserwuję i czuję, że chcę pisać.

Odkąd pojawiła się Nomadeczka poznaję ludzi z innej strony. I tych nieznajomych i tych całkiem znajomych.

Okazuje się, że każdy ma coś do powiedzenia. Doradzenia. Opowiedzenia jak to było, jak był mały. Jak to było, jak już dorósł. I jak to było, jak wychowywał dziecko.

Okazuje się, że każdy jest specjalistą od wychowania.

Obserwuję te matki, ale o wiele bardziej interesują mnie ojcowie.

Jak oni się mają ze sobą i z funkcjonującymi o nich stereotypami.

I co się okazuje?

Że jest ich cały przekrój. Znajdą się stereotypowi, znajdą się i tacy, co panikują bardziej niż matki, znajdą się tacy, których ciężko znaleźć, bo pracują i cierpią, a także tacy, którzy pracują i dziecka się nie tykają dopóki nie osiągnie sensownego dla nich poziomu komunikacyjnego.

I pośród tych wszystkich ojców dryfuje też Nomadek.

Nomadek, dla którego dzieci dotychczas jawiły się jako problematyczne i irytujące zagadnienie, od którego trzymał się z daleka, a ludziom uwikłanym w dzieci, myślę, że nawet współczuł.

Nomadek, którego marzeniem czy potrzebą serca nie było przedłużanie swojego drzewa geneaologicznego.

Nomadek, który zawsze marzył o podróżowaniu, muzykowaniu i nomadyzmie.

Pojawiła się Nomadeczka i żadne z tych marzeń wraz z jej pojawieniem się nie zniknęło.

Wszystkie się spełniają.

A ja podpatruję go, niekiedy z zazdrością, niekiedy z fascynacją, zawsze z miłością.

Jak w noc Jej narodzin, kiedy Ją zobaczył a nie mógł zostać z nami w szpitalu, pojechał o 3 do Wujka Pojebujka i siedział z nim do rana, racząc go opowieściami o pięknie Jej oczu, co Wujek raz po raz komentował soczystym chrapnięciem przy kuchennym stole.

Jak od pierwszego tygodnia pierwszego miesiąca Jej życia, zupełnie naturalnie wymyślał zabawy, które Ją angażowały i zajmowały, a ja przypatrywałam się i zastanawiałam nad tym, czemu mi takie nie przychodzą do głowy i czemu w przewertowanych przeze mnie książkach takich nie uświadczyłam.

Jak zarywał noce, mimo że szedł do pracy, czytając o ulewaniu, katarze, a nawet którejś nocy przyłapałam go z odpalonym Youtubem jak ćwiczył wiązanie tetrowej pieluchy.

Jak gra na bębnie, a Ona hipnotycznie wpatruje się w szybkie i sprawne ruchy Jego rąk, całkowicie pochłonięta słyszanymi dźwiękami.

Jak razem gadają tylko sobie zrozumiałym językiem.

A i jeszcze uwielbiam ten moment, kiedy zaraz po przebudzeniu Nomadeczka spogląda na Nomadka i obdarowuje go takim uśmiechem, jakiego nikt inny od niej nie dostaje.

//

To nie chodzi o to, że moja córka ma wspaniałego ojca.

To chodzi o to, że oni są świetnymi kompanami podróży.

A ja to obserwuję i cieszę się, że mogę podróżować razem z nimi.

Podpisano: Nomatka