Jestem w ciąży, bo nie poroniłam i nie usunęłam. Bo tak chciałam.

 

A gdy spojrzymy wstecz, zdamy sobie sprawę, że takich jak oni, było w dziejach bardzo wielu i za każdym razem scenariusz był ten sam. Ich słowa zabijały, zamieniały wszystko w zgliszcza.

Niedawno był ten koncert.

Parę dni temu montowałam ten kawałek.

I dziś, kiedy po paru dniach refleksji usiadłam wreszcie, żeby je ubrać w słowa, zaczęłam nieświadomie wypowiadać po cichu słowa napisane przez Adama. I tak przeszłam przez całą piosenkę, czując, że idealnie w te refleksje się wkomponowuje.

Nie dawaj sobie wmawiać nic.

Wyciągaj zawsze własne wnioski.

Myśl zawsze po swojemu.

Może kiedyś przez przypadek właśnie tak uratujemy świat. Uratujemy się.

Kiedyś wypowiadałam osądy na tematy, na które wszyscy zawsze rozmawiają, choć nie miałam o nich zielonego pojęcia, podobnie zresztą jak większość z tych wszystkich wypowiadających się. Ale czułam, że mam prawo. Przecież trzeba sobie wyrobić zdanie w różnych obszarach.

Teraz będąc w tym odmiennym stanie, doświadczając wszystkich związanych z nim emocji, już nie tych tylko związanych ze skokami hormonalnymi, ale przede wszystkim tych tkwiących w głowie, w obawach, w demonach, które aktywowały się, kiedy sytuacja nieplanowana i niechciana stała się nagle sytuacją realną i namacalną, widzę jak bardzo moje słowa mogły być krzywdzące, nawet jeśli wypowiadałam je tylko w swojej głowie.

Próbowałam i nadal próbuję opisać ten proces metamorfozy przy użyciu różnych słów. Ale się nie da. Po prostu się nie da.

Każda kobieta przeżywa to inaczej, każda kobieta ma inne nastawienie na samym starcie. Każda kobieta napotyka inne przeszkody, doświadcza innych dolegliwości.

Ale dopóki nie masz w sobie tego życia, nie wypowiadaj się tak radykalnie, jakbyś przeżył czyjeś.

Gotuje się we mnie agresja i wściekłość, kiedy słyszę kogoś, kto mówi – tak jak ja kiedyś – nie wiedząc nawet o czym mówi.

Sama byłam bardzo radykalna w swoich poglądach, przekonana o ich słuszności i potępiająca wszystkich, którzy uważali inaczej. Może dlatego teraz tak bardzo nie mogę znieść innych, którzy robią to, co ja. Bo jestem niejako po drugiej stronie i mam porównanie.

Nie mogę znieść pustych wypowiadanych frazesów, których, w przypadku tych osób, życie nawet nie jest w stanie zweryfikować. Słów, które brzmią zawieszone w przestrzeni, nie mają fizycznego wymiaru, nie idzie za nimi żadna rzeczywistość. Żadne sekundy, minuty, godziny, dni, lata życia. Tylko słowa.

Religia nie ma tu nic do rzeczy. Podobnie jak to, czy o ochronie życia mówi ksiądz, czy mężczyzna, czy kobieta, która w ciąży nie była i dzieci nie ma.

Sorry, przy największej empatii Wasze wczucie w sytuację o kant dupy można roztrzaskać.

Nie winię nikogo, przecież to natura, mężczyzna sobie nie wybierał przyrodzenia. Nie każda kobieta może chcieć być w ciąży i to jej decyzja.

Ale niech się nie wypowiada jedna z drugim jak nie ma pojęcia o czym mówi. Niech się wypowiada na temat przepisów kulinarnych, które sprawdziła w swojej kuchni. Niech opowie o tym, jak wyhodować marchewkę, jeśli ma ogród. Albo jak naprawić samochód, jeśli się na tym zna.

A od ciąży niech się z dala trzyma.

Ja o wojnie i poświęceniu życia dla najbliższej rodziny w razie zagrożenia też nie będę mówić. Bo nie znam siebie na tyle. A życie mi pokazało, że potrafię zaskoczyć siebie samą, również negatywnie.

Może więcej pokory na początek.

A jak nie, to pies Was jebał.

Jestem w ciąży jeszcze przez tydzień i nie zamierzam się denerwować.

Podpisano: Nomatka

  • Leszek Garstka

    Ostro i prawdziwie, gratuluję odważnego wpisu.