Don’t always choose the same chocolate ice-cream.

 

Kiedy zjawiam się w nowym miejscu i wiem, że pobędę w nim dłużej, rozglądam się i próbuję zapamiętać jak najwięcej pierwszych impresji, tych nieodkrytych jeszcze kamieni i ludzkich twarzy, które zupełnie się zmieniają pod wpływem kolejnych i kolejnych spojrzeń.

Pierwsza wizyta niczego jeszcze nie zwiastowała. Przyjechaliśmy odpocząć w góry. Wcześniej byliśmy zaangażowani w jeden projekt. Bardzo intensywny. Dni mijały a ja cały czas chodziłam za Nomadkiem i mówiłam – mieliśmy jechać w góry, pamiętasz? Co powiesz na to, żeby pojechać w góry? Hej, a dlaczego by nie pojechać w góry? Góry, góry, góry, chyba pojedziemy w góry, co?

Udało się. Udało mi się go oderwać od komputera i stresu.  Nas oderwać. Jako odpowiadająca w naszej nomadycznej gromadzie za chwile spokoju, walczyłam zaciekle.

Przyjechaliśmy tu, bo… znajomy podesłał mi kiedyś ten artykuł: http://ladnebebe.pl/maja-na-planecie-ziemia/

Pomyślałam, fajnie byłoby poznać kolejne dzikie dziecko. Napiszę do niej. Napisałam. I już byliśmy w tym przytulnym mieszkanku ze zdjęć, gdzie dzikie dzieci nawiązały swoją pierwszą relację.

Zajarani byciem w górach uznaliśmy, a chodź kopsniemy się na najwyższy szczyt w okolicy. I tak oto Nomadeczka po raz pierwszy zasmakowała gór. A że wtedy była na etapie: nie chcę być w chuście na plecach, nie chcę być w chuście z przodu, generalnie chcę być na rękach – nieśliśmy ją całą drogę na rękach. W zasadzie to po 1/3 drogi ja ją niosłam do samego końca, bo Nomadek nie trenował na studiach kulturystyki dla kobiet i wymiękł. W drodze powrotnej zaczęło zmierzchać, Nomadeczka zapragnęła napić się mleka i tak usnęła. Przyświecał nam blask dogasającej w mroku latarki. Poczułam niepokój i chłód nadciągającej zimy, był nów. Trochę się wtedy rozchorowaliśmy i nie zastanawiając się zbyt długo postanowiliśmy tam zamieszkać. W budynku starej poczty.

W Sokołowsku spędziliśmy trzy miesiące i tydzień.

 

Zapowiedziało się miliard osób, przyjechało tylko milion i do Miłki aż 5 psich gości!

Nasze pierwsze wyprawy po oblodzonych pierwszymi przymrozkami kamieniach były dla mnie początkiem zmian, odkryłam w sobie lęki, których nie byłam świadoma. Pełzałam, czołgałam się oblana zimnym potem, kiedy Nomadek skakał z Nomadeczką jak jakiś górski muflon.

Natura przemawiała subtelnie i dobitnie zarazem. A ja słuchałam z pokorą i zadziwieniem.

Rozpoczęłam też lingwistyczną francuską podróż, w której przez chwilę uczestniczyli Ju Da Nana i Beniamin Soko, francuzi zamieszkujący w Sokołowsku, bo jak czegoś naprawdę pragniesz, nagle odkrywasz morze możliwości. Nauczyłam się z nimi przeklinać i mówić, że coś jest fajne.

Co oni tam robią, akurat w Sokołowsku? Czekają na wiosnę, tzn. czekali ale teraz, kiedy nadeszła, nie wiem, nie zdążyłam zapytać.

Miłka przeżyła pogoń życia w noc wigilijną, a my zamiast wypatrywać pierwszej gwiazdki, z nosami wlepionymi w szybę razem z Nomadeczką wypatrywałyśmy Nomadka, który wypatrywał Miłki między polsko-czeskimi drzewami. Jeszcze nigdy nie byłam w święta na przejażdżce w Czechach (przez całe 15 minut)!

W tym soko-czasie spełniłam niektóre swoje pragnienia. A to uzmysłowiło mi, że dopiero okazja do ich spełnienia z całym ciężarem butów zimowych weryfikuje, czy są naprawdę, czy może tylko się zdają.

Są naprawdę. I ci wszyscy ludzie, którzy wpadali jak po ogień, a zabierali całe palenisko. Dorzucałam im drewna na drogę, żeby przypadkiem za szybko się nie wyziębili, bo do Sokołowska kawałek się jedzie!

Trzy miesiące to dużo.

Można tyle spragnionych dusz napoić i swoją przy okazji też. Ja się nie wliczam do tych, którzy przy każdej okazji powtarzają, że ten czas zapierdziela jak głupi.

Dla mnie jest go tyle ile trzeba, może dlatego, że mu tej gonitwy nie insynuuję. Więc czasu starczyło dla wszystkich i na wszystko,  bo w danej chwili masz wszystko to, czego Ci potrzeba.

Wyjechaliśmy zaraz po przesileniu. Tak nam to życie płynie, że życiowe epizody odmierza natura. A w przesilenie zrobiliśmy ognisko. Takie ognisko na górce w chatce.  I byli tam wszyscy, którzy stali się nam bliscy. Ja tak lubię takie spędy, taki energetyczny miszmasz wszystkich, którzy wnoszą coś pozytywnego do życia.

Była Mamaloona, której zbiory wiosenno-letnie piłam przez całą zimę, i której zapał obudził we mnie uśpioną miłość do zielarstwa, zbieractwa i magicznych mikstur.

Była Ju Da Nana, która jest w Polsce od 6 miesięcy i jak sama mówi – komunikejtuje się po polsku coraz lepiej!

Była Kama, dzięki której mogłam poznać piękne wspomnienia Sokołowska czytając świeżo wydany Pamiętnik Sokołowska.

Były dziewczyny, które noszą te same bluzy i zawsze na wakacje wyjeżdżają z Sokołowska, dziewczyny, które podczas warsztatów teatralnych (bo takowe miałam przyjemność prowadzić w Sali gier i zabaw) stworzyły krótką refleksję na temat wspomnianych wyżej wspomnień. Zobaczcie, co w Sokołowsku piszczało kiedyś w trawie.

Zostawię Was teraz z tym, co powiedział Ben, który też był, a do którego skierowałam swoje pierwsze zdziwienie, że wszystkich na tym ognisku udało nam się zebrać. Powiedział, że on generalnie nie planuje. Tylko wyznacza sobie kierunek, a potem czeka na to, co się wydarzy. Dzięki temu, wszechświat jest go w stanie zaskoczyć i wciąż zaskakuje. Bo jak wejdziesz do sklepu z przekonaniem, że możesz zjeść jedynie czekoladowego loda, podczas gdy rozpiętość smaków sięga szpinakowo-cytrynowo-kardamonowych, to nigdy ich nie spróbujesz. A co gorsza, jeśli nie będzie akurat czekoladowego, bardzo się rozczarujesz.

Takiemu nieplanowaniu zamierzam się oddać, bo trochę o nim zapomniałam. I zbieram zioła. A potem je parzę i wypijam i jestem szczęśliwa.

We never talked about forever, więc może czas najwyższy?

 

Podpisano: Nomatka

  • Aleksandra Ćmachowska

    Chyba nie ma nic lepszego o 3 nad ranem niż Twoje teksty :). Dziwnym trafem zaglądam tutaj wczesnym rankiem lub późną nocą, co kto woli. Żałuję, że nie mieliśmy możliwości do Was dotrzeć, wierze jednak że los pozwoli nam się spotkać. Dobrze mieć od Ciebie te kilka słów raz na jakiś czas i ten mały drobiazg, za który jestem bardzo wdzięczna. Dziś zainspirowałaś mnie mówiąc o czasie. Miałam wrażenie, że on gdzieś ucieka, a może to faktycznie tylko kwestia perspektywy. Szerokiej drogi kochani!