Co to?

Otwieram oczy i widzę przed sobą dwie zdecydowanie obudzone intensywnie niebieskie tęczówki wpatrzone we mnie, które uradowane podłapują mój wzrok i w powietrze wystrzeliwuje rączka z wyciągniętym palcem a z małych malinowych ust wystrzeliwuje pytanie: co to?
Rozglądam się. A! To akurat jest ponczo z Meksy…
– A co to?
Hmmm… Muszę popracować nad czasem reakcji. Zwłaszcza rano.
(…)
Przyjechaliśmy. W maju. Miesiącu burz i bzów.


Z każdej ulicy witało nas zastygłe powietrze przesycone wonią kwiatów. Pod powłoką zgiełku dało się wyczuć delikatne napięcie i ciszę, oczekiwanie na deszcz. Po długiej nieobecności z przyjemnością omiotłam wzrokiem kolejne szyldy i tablice.

Obserwowałam, by wychwycić każdą najdrobniejszą zmianę. TO miasto zamknęło w sobie, jak szklana kula brokatowe płatki, moje życie sprzed wielkich przełomów. Jak żywe stawały przede mną postaci tamtych dni i odgrywały swoje role wirując po kocich łbach i skrzypiąc w mostowych lampach.

Uśmiechałam się do siebie a słodka woń zastanego powietrza drażniła nozdrza potęgując wrażenie wirowania w czasie. To maj. Spędziłam tu sześć takich miesięcy. I choć każdy wyglądał zupełnie inaczej i każdy przynosił inne stany, pewne rzeczy nigdy się nie zmieniły.

 

Burze i bzy i emocje, które zawsze w maju zdawały się przybierać na sile. Widziałam euforyczne kroki w gigantycznych obcasach, które generując gigantyczny ból prowadziły mnie do teatru.

 

Usłyszałam mój rozklekotany czerwony rower, który gdzieś tu jest, a ja wciąż nie mam pewności gdzie.
Słowa „bądź tu i teraz, nie myśl o jutrze” tak szczere, że przypisane dokładnemu skrawkowi chodnika, słyszę je kiedy tamtędy przechodzę.

 

fot. Marcin Ptaszyński

Słyszę wiele słów, które przechowują dla mnie drzewa i kamienie. Mam tylko nadzieję, że ich nie wytną, bo pozbawią mnie wtedy części mnie.

Rozstrzaskane filiżanki rozproszły myśli. Byłam wtedy bardzo wściekła, nie wiem czy to ta wściekłość czy bezsilność mną kierowała. Dramatyczne łzy w nocnym autobusie, kiedy wszyscy żyli EURO i obijali się o siebie na ulicach jak te owady, których tak nie lubię.

Taki śmieszny pan mi sprzedawał tytoń, on się przeniósł, ale nadal tu jest. Ja go znam. On mnie nie. Już nie będę w ukryciu konsumować alkoholu nad rzeką, bo się okazuje, że nie trzeba. A u pana może kupię gumę do żucia i z zamkniętymi oczami posłucham jak wypowiada kwotę.

Ławki w parku już na przykład nie ma, tylko dziura w ziemi. A kapsle i potłuczone szkło na brzegu robi różnicę.

fot. Marcin Ptaszyński
fot. Marcin Ptaszyński
fot. Marcin Ptaszyński
fot. Marcin Ptaszyński

Delikatnie choć stanowczo rysuje się nowy rozdział na horyzoncie. Odczułam to wyraźnie i z radością po tej wizycie. Sentyment pozostaje, a na nim można budować nową historię i ona też będzie tak jak poprzednia, jak mówi napis widziany z okna wieży zamku Przemysła w tym mieście na P. : TRUE
(…)
A jeśli kiedyś znów poczuję niewypowiedziany smutek, będę wiedziała, że to wspomnienie maja.
Podpisano: Nomatka

fot. K. Mankiewicz

 

 

 

The Banishment/Izgnanie