Bajka o Duduku. Ptaku księżycowym.

W odległej Armenii wiele lat temu żyły ptaki.

Niespotykane nigdzie indziej.

O skrzydłach potężnych, rozłożystych i prostokątnych.

fot. Leszek Garstka

 

Podobnie jak i inne zwierzęta, były silnie połączone z księżycem i jego cykliczną wędrówką po niebie.

Jednak było to połączenie szczególne. Bowiem przez cały miesiąc ptaki te pokrywało beżowe pierze.

Gdy nadchodziła pełnia, siadały na drzewach, na skałach, na piasku, rozkładały skrzydła i trwały w bezruchu przez parę godzin.

Ich skrzydła z każdą chwilą stawały się coraz bardziej kolorowe, mieniły się wszystkimi barwami wszechświata.

Wtedy zaczynały śpiewać, a ich śpiew niósł się po bezkresnych przestworzach.

Ludzie słysząc go, wiedzieli, że nadeszła pełnia. Ponieważ tylko wtedy ptaki wydobywały z siebie głos.

W połączeniu z księżycem śpiewały pieśń dla ludzi. Śpiewały o ich potrzebach, pragnieniach, marzeniach.

Tak by Matka Ziemia mogła je usłyszeć.

Któregoś pełniowego wieczoru mała Dolunay kładąc się spać, zwróciła uwagę po raz pierwszy w życiu na śpiew. Zawołała mamę i zapytała co to za śpiew. Mama opowiedziała jej historię o tajemniczych stworzeniach, które odzywają się tylko podczas pełni i nikt nigdy ich nie widział.

Dziewczynka zasnęła wsłuchana w księżycową melodię a jej oczom ukazał się wielki ptak, który stał z rozłożystymi skrzydłami. Stał na powierzchni, która nie była ziemią. Pokryta kraterami jaśniała magicznym blaskiem.

„Dolunay, jestem ptakiem księżycowym. Pojawiam się tam, gdzie ludzie i ich pragnienia. Niosę pieśń wszystkich twoich bliskich, twoją, całego miasteczka, by matka ziemia ją usłyszała i zaopiekowała się wami.”

Dziewczynka obudziła się przejęta. Opowiedziała o śnie swojej mamie i razem poszły do drzewa migdałowego, które rozpościerało się za ich domem, by podziękować matce ziemi i ptakom księżycowym za troskę.

Dziewczynka od tej pory co miesiąc w pełnię śniła o tych wspaniałych, potężnych ptakach. Opowiadała o tym mamie, a mama zapisywała te sny, bo dziewczynka nie umiała jeszcze pisać.

Po wielu miesiącach Dolunay po raz kolejny przyśnił się ten sam ptak.

Tylko jego skrzydła straciły blask. Tym razem wyglądał inaczej. Z jego oczu płynął smutek.

– Dolunay. Człowiek z każdym dniem coraz bardziej zagłusza naturalną ciszę i harmonię. Staje się coraz bardziej odległy. Jego poznanie przeradza się w chęć posiadania. Zapomniał o księżycu, który przyćmiewają ferie świateł miast. Człowiek zapomniał, by w swojej cyklicznej wędrówce nasycać oczy księżycowym blaskiem. Wszystko się zmienia. Człowiek zaczyna znikać. Im bardziej oddala się od natury, tym bardziej staje się przezroczysty.

– Jak to? – wykrzyknęła dziewczynka.

– Tylko kontakt z naturą, bycie wśród drzew, słuchanie śpiewu ptaków, spoglądanie na światło księżyca, zanurzenie w tym, co jest tu i teraz, sprawia, że jesteśmy naprawdę sobą. Wszystko inne to złudzenie.

 

Dziewczynka obudziła się pogrążona w smutku. Przechadzała się po swoich ukochanych krainach, łąkach i wzgórzach i wsłuchiwała się w wiatr, który tańczył z roślinami i wszystkim, co napotkał na swojej drodze.

Miesiąc później, w kolejną pełnię panowała cisza. Wszystko zamarło. Wiatr ustał. Dolunay wyczekiwała śpiewu ptaków, jednak śpiew nie pojawił się. Dolunay zasnęła i przyśnił jej się ptak, tym razem miał dla niej zadanie.

– Dolunay, dopóki człowiek nie powróci do siebie, nasz głos nie wypełni nocnej ciszy. Poproś swojego tatę, żeby wziął kawałek drewna migdałowego i osiosał tak, jak ci pokażę. Tak powstały instrument będzie służył ludziom, by przypominać im czasy, w których żyli blisko siebie i pozostawali w kontakcie ze swoim sercem. Jeżeli kiedyś usłyszysz na pustkowiach nasz śpiew, będzie to oznaczało, że człowiek znów żyje w zgodzie z naturą, a my opowiadamy Ziemi o jego pragnieniach.

Ptak przekazał dziewczynce dokładne instrukcje jak wykonać instrument, zatrzepotał ostatni raz skrzydłami i odleciał.

Dziewczynka opowiedziała sen rodzicom i zabrali się do przygotowania instrumentu.

Minął miesiąc. I właśnie wtedy udało się wydobyć pierwszy dźwięk. Brzmiał jak śpiew księżycowych ptaków. Dolunay wpatrując się w tarczę księżyca wyszeptała – Duduk. To będzie Duduk.

Od tej pory duduk przypomina ludziom melodię, księżycową, a tajemnicze ptaki utraciły skrzydła, żyją na ziemi, jedynie w każdą pełnię wyrastają im nowe, kolorowe pióra i mogą choć na chwilę wzlecieć w przestworza na wielkich, rozłożystych skrzydłach.

 

~~~~~~~~

A tak brzmi instrument, który nazywa się duduk.