Kocham i mówię NIE.
Z miłości.

errata: w nagraniu zostało nieprawidłowo wypowiedziane imię i nazwisko autora omawianej przez nas książki – z uwagi na jego duńskie pochodzenie czytamy tak jak jest napisane, czyli Jesper Juul

Jakoś zawsze intuicyjnie czułam, że popadanie w skrajność nie jest najlepszym rozwiązaniem w żadnym aspekcie życia. Pracując z dziećmi obserwowałam w jaki sposób rodzice nawiązują z nimi kontakt, na co im pozwalają, a czego zabraniają. Zwracałam również uwagę na ich bycie konsekwentnym.

Zdarzało się nierzadko, że doświadczałam podejścia, w którym wyznawano przysłowie: „dzieci i ryby głosu nie mają”. Dziecko było traktowane jak małe zwierzątko, które można w każdej chwili pogłaskać, wziąć na ręce, a kiedy płacze zająć się nim, by się uspokoiło.

Rodzice rozmawiając ze znajomymi nie zwracali uwagi na słowa dziecka, uciszając je machnięciem ręki lub też jakimiś słowami rzuconymi od niechcenia. Byleby tylko dziecko nie przeszkadzało DOROSŁYM, w ich jakże ważnych sprawach i tematach.

Przyglądałam się temu z zastanowieniem obserwując oba światy – dorosłych i dzieci. I tak dochodziłam do wniosku, że świat dzieci fascynuje mnie i pociąga znacznie bardziej. Być może dlatego, że dzieci jak nikt inny potrafią być tu i teraz, angażują się w dany moment i spoglądają na niego ze swoją wrodzoną ciekawością. Patrząc na dorosłych widziałam przeważnie te same słowa ustawiane w różnej kolejności, wspólne narzekanie lub obudowane masą filtrów przekazy.

Dlatego zawsze z dużym szacunkiem podchodzę do dzieci i tego, co mają nam do powiedzenia. Uważam, że dziecko podobnie jak dorosły już od samego początku jest odrębną jednostką, posiadającą własne preferencje, potrzeby, obawy, które wyraża po prostu trochę inaczej niż my, ale to nie oznacza, że można pozwolić sobie na traktowanie z góry czy nieliczenie się z jego opinią.

I właśnie ten temat porusza Jesper Juul w swojej książce „NIE” z miłości.

Mówi o tym, że każdy z nas ma swoje potrzeby i pragnienia, ale też granice i ważne by o swoich granicach mówić.

„Nie twierdzę, że powinniśmy częściej sobie odmawiać, ale że za mało troszczymy się o nasze indywidualne granice i potrzeby, a potem zrzucamy za to winę na innych. Sztuka mówienia NIE oznacza również umiejętność wzięcia odpowiedzialności za swoje życie – w interesie wszystkich”.

Zgadzanie się na zachcianki dziecka, które będą sprzeczne z naszym systemem wartości czy poglądami doprowadzi do wewnętrznej frustracji i poczucia, że poświęcamy jakąś część siebie i ostatecznie doprowadzi do zachwiania integralności, a to z kolei nie pozwoli nam pozostać przywódcą w rodzinie.

„Przywództwo w rodzinie nie oznacza władzy nad innymi i prawa podporządkowania ich swojej woli. Polega raczej na tak integralnym reprezentowaniu pewnych wartości i celów, że inni czują się do nich przyciągnięci. Dzieje się tak wtedy, gdy nasze działanie stoi w całkowitej zgodzie z naszymi wartościami”.

Dlaczego w ogóle pojawia się taki zgrzyt, trudność rodziców w odmawianiu dzieciom?

Na początku życia dziecka rodzice spełniają wszystkie jego potrzeby, otaczają go opieką, można powiedzieć, że są na każde jego zawołanie. W późniejszym etapie rozwoju ich rola się zmienia, dzieci stają się bardziej niezależne, a my powinniśmy pozwolić im poznać siebie, mówiąc o swoich odczuciach, wyrażając swoje zdanie i słuchając zdania dzieci. To, naturalną koleją rzeczy, wywołuje niekiedy łzy u dziecka, które jest rozczarowane, że nie może dostać tego, co chce.

Jednak te łzy są potrzebne by umożliwić dziecku budowanie pełnych, świadomych relacji z osobami, z którymi będzie stykać się w życiu na miejsce wyuczonej manipulacji i oziębłości emocjonalnej.

„Rodzice występują teraz wobec dziecka bardziej jako konkretne osoby niż duchy opiekuńcze zaspokajające jego potrzeby. I należy to dzieciom stopniowo uświadamiać, bo jeśli się tego nie zrobi, będą cały czas oczekiwały wszechstronnej opieki, która była dotąd jedyną znaną im formą miłości”.

Co do komunikatów jasnych i klarownych, spójrzmy na przykład podany przez Jespera Julla:

– Posłuchaj, chciałabym, żebyśmy umówili się, że od tej chwili jesteś odpowiedzialny za swoje rzeczy do gimnastyki . Sam będziesz wyjmował je z tornistra i wkładał do kosza z brudnymi rzeczami.

– Znowu muszę troszczyć się o twoje rzeczy do gimnastyki, chociaż już sto razy mówiłam, że to nie moja sprawa. Co nauczycielka pomyśli o twoich rodzicach, jeśli będziesz ciągle zapominał spodenek?

W drugiej wypowiedzi zaznaczyłam fragment, który nic nie wnosi do rozmowy poza negatywnymi emocjami, chaosem i wyrzutami. Stanowi on praktycznie całość przekazu. Nie pomaga w żaden sposób rozwiązać problemu, skupia się na tym, by wytknąć błąd, nie na tym by wspólnie poszukać rozwiązania.

Taka komunikacja występuje nie tylko między rodzicem a dzieckiem. Pojawia się często w rozmowach dwójki dorosłych, na przykład w związkach czy innych bliskich relacjach. Prowadzi do emocjonalnych wybuchów i pogłębia istniejący konflikt.

W przypadku dzieci skutkuje nieumiejętnością rozwiązywania problemów w późniejszym życiu. I błędne koło się nakręca.

I jeszcze jedna kwestia: konsekwencja oraz jej brak.

Mówi się o tym, że brak konsekwencji negatywnie wpływa na nasz wizerunek u dziecka.

Polecałabym jednak zastanowić się czy na pewno.

W domu miałam okazję obserwować brak konsekwencji mojej mamy, która karała moją siostrę zabraniając jej oglądania jakiejś ulubionej bajki. Po czym nagrywała tę bajkę na wideo, żeby moja siostra mogła ją obejrzeć później, gdyż wiedziała, jak moja siostra przeżywa ten zakaz. Taki brak konsekwencji istotnie jest niewskazany, bowiem uczy dziecka manipulacji i sztucznych relacji.

Jednak gdy brak konsekwencji wynika z tego, że akceptujemy iż zarówno my jak i nasze dzieci jesteśmy ludźmi, którzy czasem mają gorszy dzień, lepszy bądź gorszy humor ,i na których wpływa cała masa czynników zewnętrznych, co może prowadzić do zmian decyzji raz powziętych, może to owocować wyłącznie rozwojem głębszej i bardziej autentycznej relacji pomiędzy ludźmi, którzy siebie szanują i rozumieją, że podobne rzeczy jak na nas oddziałują na inne jednostki.

Polecam Wam przy tej okazji artykuł o niekonsekwencji: http://dziecisawazne.pl/o-pozytkach-plynacych-z-niekonsekwencji/

Jeżeli zaś chodzi o propozycje książek.

Dziecko filozofem. Co dziecięce umysły mówią nam o prawdzie, miłości oraz sensie życia.

Poznałam tę pozycję na studiach i gorąco polecam. Alison Goplik pokazuje świat oczami dziecka, mówi o pięknie jego umysłu nieskażonego jeszcze wszelkimi czyhającymi w późniejszym życiu niebezpieczeństwami zautomatyzowania i zuniformizowania. Możemy spojrzeć na dzieci w inny sposób i przekonać się jak wiele mądrości i kreatywności jesteśmy w stanie się od nich nauczyć.

Trzeba tylko uważnie słuchać i obserwować. Bez naszych „dorosłych” filtrów.

Moja kolejna propozycja to Rodzicielstwo przez zabawę Lawrence’a Cohena.

Autor wskazuje jak istotnym elementem w życiu dziecka jest zabawa, która umożliwia dzieciom budowanie obrazu świata, przeżywanie emocji (również tych trudnych), tłumaczenie sobie świata w swoim dziecięcym języku. Zaznacza, że ważne by rodzice angażowali się w zabawy z dziećmi, kształtując w ten sposób silną więź z nimi.

Zapraszam Was do przeczytania wywiadu z Cohenem, który, mam nadzieję, zachęci Was do przeczytania tej pozycji.

http://dziecisawazne.pl/zabawa-sprawia-ze-stajesz-sie-prawdziwy-rozmowa-z-lawrencem-cohenem/

I na koniec Harvey Karp i jego Najszczęśliwsze dziecko w okolicy. Zrozum swojego małego jaskiniowca!

Jeszcze nie czytałam całości, tylko fragmenty, ale te fragmenty zachęciły mnie na tyle, że to właśnie jest moja następna pozycja na liście „do przeczytania”. 🙂

A dla Was na zachętę opis:

„Czy można zrozumieć dwulatka? Co zrobić z nadąsanym przedszkolakiem? „Najszczęśliwsze dziecko w okolicy” to idealna książka dla rodziców chcących przygotować się na trudne chwile w życiu malucha.
Metody doktora Karpa redukują napady złości, a szczęśliwe dzieci czynią jeszcze szczęśliwszymi. Połączenie nowatorskich technik zapewnia szybkie rozwiązanie problemów współczesnych zapracowanych i zestresowanych rodziców.
Autor, ceniony pediatra i ekspert od rozwoju dzieci, pokazuje, że maluchy często zachowują się jak niecywilizowani jaskiniowcy, z ich prymitywnym sposobem myślenia i komunikowania się.”

A zanim przeczytamy o dwulatkach możemy przeczytać o niemowlakach, bo i taka książka została przez niego napisana.

Najszczęśliwsze niemowlę w okolicy. WyciSZSZSZ swojego maluszka i pomóż mu spać dłużej.

Jeśli macie jakieś ciekawe książki/przemyślenia na ich temat piszcie na adres: nomatkablog@gmail.com.
Jestem na etapie tworzenia swojej małej biblioteczki, więc chętnie wzbogacę ją o Wasze pomysły!

Podpisano: Nomatka